Skip to content

MEDIOLAN

Rodzinne miasto Wildta było na przełomie XIX i XX wieku ważnym ośrodkiem artystycznym. Tutaj kształtowały się nowe idee.  W ich cieniu tworzył ten wyjątkowy rzeźbiarz, myśliciel i nauczyciel. Początkowo znany lepiej w Niemczech niż we Włoszech. Następnie odkryty, honorowany, skazany na zapomnienie i po latach przywrócony pamięci. Trasa samochodowa z Dylewa do Mediolanu ma długość około 1580 kilometrów.

[Obejrzyj zdjęcia na końcu tekstu]

Gdy pokazałem zdjęcia z wizyty w Mediolanie podczas jednego ze spotkań z mieszkańcami Dylewa, ktoś zapytał jak dojechać do tego miasta, bo bardzo chciałby je odwiedzić. I czy można tam dotrzeć autobusem? Sprawdziłem. Okazało się, że można. Z Warszawy jest to podróż bezpośrednia i trwa niecałą dobę. Z Dylewa trzeba by jednak dojechać do Warszawy. Zastanawiałem się czym, bo żadnej publicznej komunikacji z wsią nie ma. Nasza, moja i Ewy, pierwsza podróż w lutym 2024 roku, samolotem do Bergamo i następnie pociągiem do Mediolanu, zajęła łącznie nie więcej niż cztery godziny.

Zaczęliśmy poszukiwania rzeźb Wildta od Autoportretu / Maski cierpienia w krużgankach Akademii Sztuk Pięknych Brera. Miejsce to poddawane było renowacji. Dostępu do pamiątkowej tablicy strzegło rusztowanie, taśmy ochronne i baner z napisem „WORK IN PROGRESS”. Pomyślałem, że to dobry znak, a prace w toku dotyczą też mojego projektu. Tekst w języku włoskim informował: Adolfo Wildt. Z bólu, który przerodził się w sztukę, z nieposkromioną wolą rzeźbił w pulsującym marmurze surowe ślady życia i śmierci. Brera, która miała go za mistrza sztuki i wiary. Ufundowane w roku 1937 D.E.F.XV. Kopię Maski cierpienia w patynowanym brązie wykonał Francesco Wildt, syn rzeźbiarza, również rzeźbiarz i wykładowca Brery. Taki sam odlew z brązu można oglądać na pomniku nagrobnym rodziny Wildta (obok jest kopia portertu jego żony Diny).

Zajrzeliśmy do La Scali, gdzie w honorowym miejscu operowego foyer ustawione jest popiersie Arturo Toscaniniego dłuta Wildta. Odwiedziliśmy Galleria d’Arte Moderna (GAM), gdzie eksponowana jest głowa Uomo antico [Człowiek przeszłości], a w ogrodach stoi monumentalna Trilogia [Trylogia]W GAM rozmawiałem z Omarem Cucciniello – kuratorem wystaw i autorem opracowań na temat twórczości Wildta. Miałem też możliwość zajrzenia do magazynu i obejrzenia rzeźb Wildta, które nie są eksponowane.

W innych miejscach miasta natrafiliśmy na rzeźby Lucio Fontany i Fausta Melottiego, ulubionych uczniów Wildta z Akademii Brera. 

W 2024 roku koniec lutego w Mediolanie był deszczowy. W dżdżyste poranki jeździłem na via Madonnina 5, do domu, w którym urodził się Wildt, na via Sottocorno 3, do domu, w którym mieszkał i zmarł, na via Garibaldi 97 i via Vivaio 14, gdzie wynajmował pracownie. Poszedłem też na via Serbelloni 10, gdzie w ścianę Pallazzo Sola-Busca wbudowane jest słynne ucho-domofon zaprojektowane i wykonane przez Wildta w 1926 roku. Był to jeden z pierwszych w mieście systemów przywoławczych tego typu. Palazzo często nazywane jest Domem Ucha i chętnie odwiedzane przez turystów.

W Zamku Sforzów obejrzeliśmy gotycką rzeźbę św. Bartłomieja, który zdejmuje z siebie własną skórę (drugie przedstawienie tego świętego znajduje się w mediolańskiej katedrze). Ułożeniem ciała, skórą wiszącą nad prawym ramieniem, podobną do bicza nad ramieniem Człowieka przeszłości, przypomina mi Vir temporis acti. Być może jest to jeszcze jedno odniesienie tej rzeźby Wildta? W muzealnej ekspozycji zamkowej widzieliśmy też renesansowy nagrobek francuskiego rycerza Gastona de Foix dłuta lombardzkiego rzeźbiarza Bambai (Agostina Bustiego), do którego twórczości Wildt się odwoływał.

Tylko jedno przedpołudnie w czasie naszego pobytu w mieście było słoneczne. Udało mi się wtedy zrobić zdjęcia rodzinnego grobowca Wildta i innych nagrobków zaprojektowanych i wykonanych przez niego na Cmentarzu Monumentalnym. Pod koniec listopada 2025 roku, gdy ponownie przyjechałem do Mediolanu, tym razem sam, pierwsze swoje kroki skierowałem właśnie na ten cmentarz. Świeciło słońce i było dość ciepło. Przed południem, w środku tygodnia, niewiele osób odwiedzało to miejsce. Dwóch robotników przycinało krzewy przy nagrobku braci Bistolleti. Nie było już na nim bluszczu, który gęsto porastał otoczenie dwóch śpiących postaci rok wcześniej. Pozostały tylko cienkie i ledwo widoczne ślady linii gałązek wczepionych wcześniej w kamień.

Ostatnią rzeźbą nagrobną, jaką Wildt wykonał na Cmentarzu Monumentalnym była Et ultra [I poza] (1929), nazywana też Affetto nel dolore [Uczucie/Miłość w bólu]. Sam nagrobek zaprojektował architekt Giulio Ulisse Arata. Wykonano go, jak przeczytałem na stronie internetowej cmentarza, z liguryjskiego konglomeratu, a forma nawiązuje do Mauzoleum Teodoryka w Rawennie, bizantyjskiego dzieła wzniesionego około 520 roku n.e. Odnalazłem opis rzeźby i przeczytałem wybrane fragmenty recenzji, które pojawiły się po pokazaniu jej na wystawie w 1929 roku. Brzmią one w mojej pamięci jak słowa starożytnej pieśni: dwoje małżonków kroczy ścieżkami wieczności, wiedzionych czystą namiętnością, która połączyła ich na ziemi (…) nakładających sobie obrączki w zaświatach (…) motyw bliski egipskim grobowcom (…) ciała straciły ciężar, ich wygląd uległ przeobrażeniu (…) cały lot duszy i tęsknota za modlitwą (…) wciąż jesteśmy w dramacie, ale czujesz, jak budzi się twoje sumienie.

Słowa „et ultra” są częścią łacińskiego powiedzenia Supra et ultra, oznaczającego przekraczanie granic, osiąganie wyższego poziomu doskonałości. Bywają łączone pozdrowieniem pielgrzymów na drodze do Santiago de Compostela – Ultreia, co tłumaczono jako „idźmy dalej” lub „śmiało”. Odpowiedzią na to zawołanie było Et suseia – co miało znaczyć „idźmy wyżej” i zachęcało zarówno do kontynuowania wędrówki, jak i do duchowego wzrastania. Nie wiem, czy Wildt odnosił się do tego kontekstu. Dla mnie było to ważne.

Dowiedziałem się, że zarząd Cmentarza Monumentalnego opiekuje się również Świątynią Zwycięstwa, znaną jako Sanktuarium Poległych Mediolańczyków lub Pomnik Poległych. Pojechałem tam. Przy wejściu do mauzoleum stoi figura św. Ambrożego zgniatającego stopą siedem grzechów głównych, stworzona przez Adolfo Wildta w 1928 roku. Obejrzałem ten ponadczterometrowy monument odlany w brązie zza ogrodzenia (otwarte tylko trzy dni w tygodniu, w określonych godzinach). Po sąsiedzku, na jednym z dziedzińców katolickiego uniwersytetu stoi inna, bardziej współczesna rzeźba przedstawiająca świętego. Nie zrobiła na mnie wrażenia.

Wieczorem tego dnia obejrzałem jeszcze pomnik pułkownika Giuseppe Missoriego stojący na placu jego imienia. Autorem monumentu jest Riccardo Ripamonti, ale koń to podobno dzieło Adolfo Wildta. Zmęczone zwierzę z opuszczoną głową, powłóczące nogami, trafiło do powiedzonka w miejscowym dialekcie: Wyglądasz jak koń Missoriego. I nie jest to komplement.  W jednym z przewodników przeczytałem, że pułkownik Missori w 1863 roku spieszył z pomocą polskiemu powstaniu styczniowemu. Nie dowiedziałem się jednak jaki był skutek tych starań.

W czasie mojego drugiego pobytu w Mediolanie odwiedziłem także trzy inne miejsca, gdzie można zobaczyć rzeźby Wildta w przestrzeni miejskiej. Rzeźba przedstawiająca kobietę i dwoje dzieci, na dziedzińcu kamienicy przy Vialle Bianca Maria 23, opatrzona była tabliczką z imieniem i nazwiskiem Wildta oraz tytułem Madre adottiva [Matka adopcyjna]. Znam z fotografii rzeźbę o tym tytule autorstwa Wildta, ale wygląda inaczej. Wiedziałem też z opisów, że zachował się gipsowy model, a oryginał został zniszczony na Cmentarzu Monumentalnym, podczas bombardowania Mediolanu w 1943 roku. Konsultowałem się w sprawie tej rzeźby, ale nadal pozostaje ona dla mnie zagadką. Zwłaszcza, że bramę kamienicy, na dziedzińcu której stoi, widać spod domu Wildta przy via Sottocorno 3, a zatem jest tuż obok, po sąsiedzku.

Miałem również przyjemność oglądania prywatnych kolekcji rzeźb i rysunków mistrza. W ten sposób po raz pierwszy zobaczyłem Maskę cierpienia w oryginale. Ból, który wyraża ta twarz, jest niemal fizycznie odczuwalny. Pokazano mi młotek, którego Wildt użył do stworzenia Autoportretu. Cały z metalu, z widocznymi na każdej z czterech ścian śladami użytkowania, spatynowany, z pociemniałym uchwytem, opatrzony był wklejoną od spodu kartką, na której syn artysty umieścił tekst informujący o użytkowniku narzędzia. Napis datowany na 1931 rok powstał zapewne po śmierci Adolfo Wildta. Zobaczyłem też Zamiatacza ulic – nieznane mi bozzetto (szkic rzeźbiarski, wykonany w tym wypadku z brązu). Rzeźby tej nie widziałem w żadnym opracowaniu poświęconym Wildtowi, nigdzie też nie czytałem o takim dziele. Zadałem sobie wtedy pytanie: ile jeszcze jest prac mistrza ukrytych przed publicznością w prywatnych kolekcjach?

Ogromnym przywilejem było dla mnie to, że dzięki pomocy Pani Marty Zagórowskiej z Konsulatu RP w Mediolanie, poznałem spadkobierców i członków rodziny Adolfo Wildta. Przyjęli mnie niezwykle ciepło i serdecznie, za co jestem im wdzięczny.

Jednego z deszczowych wieczorów wszedłem do księgarni międzynarodowej Hoepli, marki będącej również wydawnictwem, dla którego Wildt napisał swoją „Sztukę marmuru” w 1921 roku. Przez wiele lat w Hoepli pracował zięć Wildta i zarazem jego serdeczny przyjaciel – Giovanni Scheiwiller, mąż Artemii, ojciec Mii, Silvano i Vanniego. W Galerii Wiktora Emanuela, w antykwariacie sprzedającym książki o sztuce, obejrzałem unikatowy album poświęcony Wildtowi wydany przez Franco Marię Ricciego. Ta ekskluzywna edycja kosztowała „jedyne” 600 euro. Oczywiście, nie było mnie stać na taki wydatek. W sąsiedniej księgarni sieci Feltrinelli zrobiłem bardziej ekonomiczny zakup – za 16 euro nabyłem ostatni egzemplarz wznowienia „Sztuki marmuru”, wydanej w serii miniatur Abscondita. 

W Palazzo Permanente (dzisiaj Muzeum Permanente), gdzie Wildt po raz pierwszy zaprezentował swoją rzeźbę Vedova [Wdowa] i następnie regularnie wystawiał swoje dzieła podczas wystaw zbiorowych, prezentowane były teraz dwie ekspozycje: najlepsze zdjęcia z konkursu Fotograf Roku Dzikiej Przyrody i malarstwo szkockiego artysty Jacka Vettriano, zmarłego 1 marca 2025 roku. 

Poszedłem do Societa Umanitaria, na której dziedzińcach przez kilka lat składowano rozmontowaną Trilogię [Trylogię]. Długie negocjacje z portierem (za pomocą tłumacza Google), który nie chciał mnie wpuścić, zakończyły się tym, że znalazłem inne wejście do kompleksu budynków dawnego klasztoru, otwarte dla wszystkich. Odwiedziłem też mediolańską katedrę i wszedłem na jej marmurowy dach, skąd podziwiałem panoramę miasta o zachodzie słońca i nocą. Spędziłem tam ponad godzinę i było to niezwykłe przeżycie.

Nocą przeszedłem wzdłuż, w tę i z powrotem, ulicę imienia Adolfo Wildta (via Adolfo Wildt), ciągnącą się od via Teodosio do via Monte Nevoso przy linii kolejowej, niedaleko stacji Milano Lambrate, w dzielnicy o tej samej nazwie. Do 1924 roku była to niezależna od Mediolanu gmina. Potem została przyłączona do miasta i stała się jego dzielnicą przemysłową. Dzisiaj przekształca się w kreatywne, alternatywne centrum z loftami, pracowniami artystycznymi i bogatym życiem nocnym. Nie doczytałem, że lepiej nie zapuszczać się tam po  zmroku…

Ostatniego dnia mojego pobytu w Mediolanie odwiedziłem pracownię rzeźby kamiennej Akademii Sztuk Pięknych Brera. Możliwość tę zawdzięczałem prof. Annie Mariani i prof. Alessandro Pinna. Pracownia była tego dnia pusta. W Akademii odbywały się egzaminy końcowe i wszyscy wykładowcy byli w nie zaangażowani. Przez kilka godzin, na dziedzińcu Brery, świeżo upieczeni absolwenci, udekorowani wieńcami laurowymi, hucznie świętowali ukończenie szkoły, w gronie rodziny i znajomych. 

Mi towarzyszył tego dnia Człowiek, który milczy – negatyw zdjęcia rzeźby Wildta, autorstwa Emilio Sommarivy. W budynku Brery, oprócz Akademii i Pinakoteki, mieści się też Biblioteka Narodowa Braidense, gdzie przechowywane jest archiwum mediolańskiego fotografa.

Późnym popołudniem, w pobliskim barze Brera, gdzie 20 miesięcy wcześniej jedliśmy z Ewą lunch, a teraz czekałem na zamówione dania, zobaczyłem tego samego, co wówczas, człowieka – w charakterystycznej czapce, z długą siwą brodą, w przyciemnianych okularach. Przez chwilę było tak jakby nic się nie zmieniło. A jednak dla mnie zmieniło się wszystko.

Tekst jest opracowaniem własnym

Nie możesz kopiować zawartości tej strony