Skip to content

PRZYSZŁOŚĆ

W 2024 roku w Dylewie działała niepubliczna szkoła, park i zabudowania gospodarcze były własnością prywatną, rzeźby Wildta prezentowane były w Olsztynie. W 2025 roku budynek szkoły został wystawiony na sprzedaż, gmina Grunwald wyraziła wolę przejęcia parku, wystawa Wildta powędrowała do Morąga. Czy znajdzie się sposób na wykorzystanie potencjału Dylewa i związków z Wildtem?

[Obejrzyj zdjęcia na końcu tekstu]

Można snuć różne wizje przyszłości, ale zawsze zderzą się one z rzeczywistością, czyli z potrzebą finansowania.

W Dylewie mogłaby powstać galeria sztuki albo muzeum, czy też gipsoteka, zawierająca przede wszystkim kopie rzeźb Adolfo Wildta. Wzorem może być gipsoteka Antonia Canovy w Posagno, gispoteka florencka w Galerii Akademia, gipsoteka drezdeńska, monachijska gliptoteka, dawna gipsoteka króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Oczywiście musiałoby się dla niej znaleźć miejsce, chociaż ze względu na różnicę skali w porównaniu z przedstawionymi przykładami pewnie nie byłoby to aż takie trudne. 

Jednym z rozwiązań, jakie można sobie wyobrazić jest utworzenie w odpowiednio zaadaptowanych zabudowaniach popałacowych domu pracy twórczej. Gdańsk i Akademia Sztuk Pięknych, Toruń i wydział artystyczny UMK, czy Olsztyn i wydział sztuki UWM to najbliżej Dylewa położone miasta, gdzie kształci się przyszłych artystów. Mogłoby to dać początek regionalnemu centrum rzeźby, wzorowanemu na Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku pod Radomiem. Miejsce jest podobne – pałac, park przypałacowy, zabudowania gospodarcze zaadaptowane na pracownie twórcze, galerie i warsztaty, baza noclegowa, plenerowa wystawa rzeźb w parku. Skopiowanie już istniejących i sprawdzonych wzorców wydaje się najlepszą drogą do osiągnięcia celu.

Franz Rose był miłośnikiem starożytności i dawnych mistrzów, dlatego w jego kolekcji, wyjątkowej w Prusach Wschodnich, znajdowały się kopie wybitnych dzieł stworzonych przed wiekami. Wildt, który był autorem tych rzeźb z kamienia i brązu przywołuje w swojej książce „Sztuka marmuru” przykłady takich dzieł i uczy młodych rzeźbiarzy jak kopiować, by pozostać oryginalnym:

Przypomnij sobie draperie Victorii z Samotraki, które tak pięknie, z ich precyzyjnymi cieniami i wgłębieniami, dopełniają impetu postaci, i te, tak uroczyste i surowe, Mojżesza. Również w Wenus z Milo zwróć uwagę na płytkie głębokości fałd, które opadają z przodu i które z takim wigorem i wdziękiem podtrzymują te opadające po bokach. (…)

Przypomnijmy grozę rozczochranych włosów Laokoona, które już mówią o przerażeniu duszy i drżeniu członków; efekt, który Agesander osiągnął nie przez obiektywne kopiowanie rzeczywistego rozczochrania, ale przez podążanie za obrazami płonącego umysłu i uchwycenie ich z największym kunsztem; i męską energię loków na Dawidzie Michała Anioła; i te sklejone, a jednak płaczące loki na tak zwanej głowie Seneki; i wielką różnicę w interpretacji, wykonaniu, a zatem i ekspresji, między rzeczną brodą Mojżesza Michała Anioła a gęstą, roślinną brodą tego bardzo znanego starożytnego popiersia Homera. Chciałem przypomnieć te wzniosłe dzieła nie jako modele do naśladowania, ale by pokazać nieskończoną różnorodność, jaka zawsze może i musi istnieć pomiędzy jedną interpretacją a drugą, gdy wynikają one właśnie ze stanowczej woli artysty, by wszystkie części jego posągu, drugorzędne czy nie, zbiegły się w wyrażaniu dominującego uczucia. (…)

Pamiętaj, mój młody przyjacielu” – odpowiedziałem z uśmiechem – „o młodym Świętym Janie Donatella wyrzeźbionym w łupku i wielu innych wspaniałych rzeźbach, które Jacopo della Quercia wyrzeźbił w kamieniu pietra serena. To właśnie z tym napomnieniem o pokorze, które będzie pieczęcią nad wszystkimi najbardziej przyziemnymi radami, pragnę cię zostawić…” (…)

Uważaj jednak, aby reprodukcja nie stała się wyłącznie kopią, z tą szczególną chłodnością typową dla wszystkiego, co kopiowane. Co innego powtarzać lub prosić o myśl, a co innego mechanicznie parafrazować słowa już wypowiedziane. Za każdym razem będziesz musiał nadać swojemu dziełu, w specyfikach wykonania, nowy odcisk. Dlatego radzę, aby zawsze zmieniać coś między reprodukcjami; jeśli nie możesz uchwycić żadnego plastycznego szczegółu, spróbuj przynajmniej nowego sposobu interpretacji, nowego ukierunkowania wyrazu twojej wrażliwości, który najlepiej pasuje do jakości nowego marmuru; pamiętaj o przejściu twojej pracy z miękkiego marmuru do twardszego i odwrotnie; z bardzo jasnego do ciemniejszego; dla każdego, kto naprawdę ma duszę artysty, nawet ta niewielka zmiana w jakości materiału wystarczy, by znaleźć nowe ścieżki do swojej wrażliwości i w ten sposób odcisnąć charakter na wykonaniu.

Książka Wildta jest też bardzo praktycznym poradnikiem, w którym podaje on m.in. przepisy na: wytworzenie narzędzi rzeźbiarskich, skład mastyksu do uszczelniania ubytków w kamieniu, sposoby barwienia marmuru, czy wykończenie gotowego dzieła:

Gdy praca będzie idealna, radzę obficie przetrzeć rzeźbę piaskiem morskim: który oprócz oczyszczenia marmuru zmiękcza go również. Praktyka ta jest z pewnością bardzo stara: według archeologów znali ją Etruskowie, importując ją ze Wschodu; z pewnością stosowali ją również Egipcjanie, którzy też, jak się wydaje, nakładali warstwę gotowanego oleju. Grecy, o ile nam wiadomo, czasami polerowali, a czasami nie, a czasami malowali swoje rzeźby, uzyskując ten sam efekt ochronny za pomocą farby.

Historia uczy nas i przekazuje doświadczenie kolejnym pokoleniom. Takie praktyczne przepisy przydałyby się i w Dylewie. Kościół i mauzoleum rodziny Rose / von Rose wymagają remontu, budynki popałacowe również, park potrzebuje pilnej rewaloryzacji. Na to wszystko trzeba mieć pomysł, pieniądze i wykonawców. A zatem potrzebny jest odważny inwestor z wizją i odpowiednim zapleczem finansowym. Może będzie to państwo polskie? Może uczelnia artystyczna? A może znajdzie się bogaty miłośnik sztuki? 

Fenomen Dylewa polega na tym, że jest ono związane z kulturą Niemiec, Szwajcarii, Włoch, Polski… Rodzina Rose miała swoją gałąź polską, a majątek Białokosz, należący do Carla von Rose, w dwudziestoleciu międzywojennym znajdował się na terytorium Rzeczypospolitej.  

Ktoś powinien wykuć przyszłość tego miejsca.

Dylewo i „polski” Wildt czekają na swoją drugą szansę.

Tekst jest opracowaniem własnym. Cytaty pochodzą z książki Adolfo Wildta pt. „L’arte del marmo”, Mediolan 2002

Nie możesz kopiować zawartości tej strony